"Ranczo" bez dawnych gwiazd i twórców. Bogdan Kalus mówi wprost o przyszłości produkcji

Katarzyna Kozidrak
Bogdan Kalus Bogdan Kalus
Źródło zdjęć: © KAPIF

Fani "Rancza" odliczają dni do powrotu kultowego serialu, ale Bogdan Kalus nie zamierza przedwcześnie świętować. Odtwórca roli Hadziuka wprost mówi o swoich oczekiwaniach dotyczących oglądalności i przypomina, że od czasów największej popularności produkcji telewizyjna rzeczywistość bardzo się zmieniła. Padły też słowa, które mogą zmartwić widzów liczących na kolejne sezony. Czy to może być finał serialu?

Po dziesięciu latach przerwy mieszkańcy Wilkowyj ponownie pojawią się na ekranach. Jedenasty sezon "Rancza" będzie składał się z sześciu odcinków, a jego premierę zaplanowano na 6 grudnia. Wśród aktorów, którzy wrócili do swoich ról, znalazł się oczywiście Bogdan Kalus, czyli niezapomniany Hadziuk.

Powrót serialu wywołuje ogromne zainteresowanie, ale sam aktor nie chce przesądzać, że produkcja ponownie okaże się telewizyjnym fenomenem. W rozmowie z "Super Expressem" zwrócił uwagę na to, jak bardzo zmieniły się przyzwyczajenia widzów. Dawniej "Ranczo" gromadziło przed telewizorami nawet dziesięć milionów osób. Dziś odbiorcy mają do dyspozycji platformy streamingowe i internet, dlatego porównywanie wyników oglądalności z tamtego okresu nie jest proste.

Kalus przyznał, że za dobry rezultat uznałby nawet połowę dawnej widowni. Pięć milionów widzów byłoby, jego zdaniem, naprawdę świetnym wynikiem. Nie zamierza jednak oceniać przedsięwzięcia przed emisją nowych odcinków. Ostatecznie najważniejsze będzie to, jak produkcję przyjmie publiczność.


WIDEO
Grażyna Zielińska o serialu "Ranczo"

Aktor nie chce kolejnych sezonów za wszelką cenę

Jeszcze mocniej wybrzmiały słowa Kalusa dotyczące przyszłości serialu. Aktor uważa, że sześć nowych odcinków może stanowić symboliczne zamknięcie historii Wilkowyj. Nie ignoruje próśb widzów o dalszy ciąg, ale przypomina, że przez lata zaszły zmiany, których nie da się cofnąć.

W rozmowie z "Super Expressem" wymienił osoby związane z produkcją, których już zabrakło. Nie ma scenarzysty serialu, nie żyją Paweł Królikowski i Franciszek Pieczka, a także operator Włodzimierz Głodek. Zdaniem aktora powrót do dawnych bohaterów i klimatu nie oznacza, że można bez końca dopisywać kolejne rozdziały tej samej opowieści.

Te sześć odcinków traktuję trochę jak zamknięcie pewnego rozdziału – przyznał Kalus.

Dodał również słowa, które można odczytać jako wyraźny sygnał dla fanów oczekujących kolejnych sezonów:

Nie wracajmy na siłę do czegoś, co miało swój czas. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny niepokonanym.

Czy nowy sezon "Rancza" spełni oczekiwania widzów?

Powrót po tak długiej przerwie to dla twórców spore wyzwanie. Produkcja ma wiernych fanów, którzy doskonale pamiętają jej najlepsze momenty i mogą mieć wobec nowych odcinków bardzo wysokie oczekiwania. Kalus nie ukrywa, że właśnie dlatego nie chce z góry ogłaszać sukcesu.

Aktor podchodzi do projektu z dystansem, ale jego wypowiedzi nie oznaczają braku wiary w nowe odcinki. Przeciwnie, zwraca uwagę przede wszystkim na to, że ostateczny werdykt należy do widzów. To oni zdecydują, czy powrót do Wilkowyj po dekadzie okaże się udany. Na odpowiedź nie trzeba będzie długo czekać.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!