Finaliści "Must Be the Music" mieli zostać ZMANIPULOWANI. Jest finał awantury o pieniądze
Członkowie zespołu Kraków Street Band w zeszłym miesiącu nagłośnili przykrą sytuację, jakiej ofiarą padli przez dyrekcję Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu. – Metoda "na wnuczka" czy "inkasenta gazowego" jawi się jak totalna amatorszczyzna – napisali wówczas na Facebooku. Niecały miesiąc później znów zabrali głos w temacie afery.
Muzycy z zespołu Kraków Street Band poinformowali na Facebooku, że dogadali się z władzami MOK-u w Nowym Sączu, które miały ich zmanipulować, by nie wypłacić im większej gaży. "Mamy dobre wieści! Otóż informujemy, iż spór pomiędzy naszym zespołem a MOK w Nowym Sączu został rozstrzygnięty polubownie przez zawarcie ugody, która nas satysfakcjonuje" – czytamy w oświadczeniu.
"Twórcy przez tfu". Posłowie podzieleni ws. emerytur artystów
Finał sporu między Kraków Street Bandem a MOK-iem w Nowym Sączu
Członkowie Kraków Street Bandu w dalszej części facebookowego wpisu podziękowali internautom za nagłośnienie sprawy i okazane wsparcie. "Bez was, jak to mawiał Krzysztof Kononowicz, nie byłoby niczego. Jesteśmy wam dozgonnie wdzięczni i wiedzcie, że skala waszego zaangażowania nas autentycznie wzruszyła. Wielkie podziękowania ślemy również do Związku Zawodowego Muzyków. Trudny to okres dla naszej branży, więc tym bardziej wielkie dzięki, że znaleźliście czas na zaangażowanie się w sprawę. Zamykamy temat happy endem, nie ruszamy go już więcej, wracamy do sprawy dla nas najważniejszej, czyli grania. Do zobaczenia na koncertach" – napisali.
Kulisy sporu między Kraków Street Bandem a MOK-iem w Nowym Sączu
Członkowie zespołu Kraków Street Band w maju 2026 r. opisali na Facebooku, jak źle zostali potraktowani przez władze MOK-u w Nowym Sączu. Zapewnili, że próbowali wyjaśnić sprawę z dyrektorką placówki, Małgorzatą Gułowską, ale im się to nie udało, dlatego opisali sytuację, aby "przestrzec innych wykonawców przed niebezpieczeństwem współpracy z MOK-iem".
"Kilka dni przed piątkowym koncertem dostaliśmy telefon z informacją, że koncert się kiepsko sprzedaje (...) i że albo zagramy za mniej więcej pół stawki, albo oni nam ten koncert (...) odwołają. (...) Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że wyprzedana jest większość miejsc. Poprosiłem panie w kasie o aktualny stan sprzedaży. Dostałem informację, że w samej przedsprzedaży osiągnięto kwotę odpowiadającą ok. 150 biletom (!), a nie uwzględniało to jeszcze sprzedaży przed samym koncertem. Powiedzieliśmy, że to sytuacja diametralnie inna niż ta, którą nam opowiedziano, podsuwając nam do podpisania obcinający gażę aneks i że chcemy powrócić do pierwotnych ustaleń. (...) Na około godzinę przed występem, gdy pod salą gromadziła się już publiczność, dostaliśmy informację – jest decyzja: albo gracie za obniżoną kwotę z aneksu, albo w tym momencie odwołujemy koncert" – zrelacjonowali muzycy.
ZOBACZ TEŻ: Majka Jeżowska ATAKUJE Skolima. "To PROSTAK"
Finaliści siódmej edycji "Must Be the Music" z 2014 r. w dalszej części wpisu na Facebooku napisali, że zagrali koncert "mimo wściekłości i poczucia totalnej porażki, żeby nie zawieść publiczności". Ujawnili internautom, że dyrektorka MOK-u po koncercie zerwała z nimi kontakt, a oni próbowali też uzyskać pomoc u prezydenta Nowego Sącza i jego zastępcy, ale bez skutku. Na koniec zaznaczyli, by "przy jakiejkolwiek współpracy z nowosądeckim MOK-iem obwarować się siarczystymi zaliczkami i restrykcyjnymi umowami". Ujawnili też, jak zostali potraktowani na omawianym koncercie:
Jeden facet (który nie chciał wyjawić swojej tożsamości ani nawet stanowiska) krzyczał na nas i mówił, że jest tyle ludzi, bo – uwaga – na taki zespół jak nasz nikt nie chce przyjść i musieli rozdawać bilety za darmo. Pani konferansjerka natomiast, po zakończonym owacją na stojąco koncercie, powiedziała, że było super i żebyśmy w kwestii obciętej gaży - cytuję - "zluzowali majty".
Wpis zespołu Kraków Street Band wywołał poruszenie w sieci i był masowo udostępniany na Facebooku, a przy okazji sprowokował inne zespoły do ujawnienia własnych przykrych doświadczeń z MOK-iem w Nowym Sączu. Dyrektorka placówki po wybuchu afery oświadczyła, że grupa zgodziła się na wynagrodzenie w wysokości 7 tys. zł, a kwestionowanie gaży po fakcie "podważa renomę i wiarygodność biznesową zespołu jako kontrahenta". Internauci skrytykowali oświadczenie dyrektorki i wypomnieli jej zatajenie manipulacji, jaką mieli zastosować wobec zespołu podczas negocjacji.