Krzysztof Czeczot wyszedł cało z poważnego WYPADKU. Do dziś odczuwa jego skutki. "Ktoś nad nami czuwał"
W najnowszym wywiadzie Krzysztof Czeczot wrócił pamięcią do poważnego wypadku samochodowego. Choć wydarzenie z udziałem Karoliny Gorczycy miało miejsce w 2025 roku, aktor do dziś odczuwa jego skutki. Opowiedział o tym, co się stało i nie ukrywał, że sprawy mogły potoczyć się tragicznie.
W 2025 roku auto, którym podróżowali Karolina Gorczyca i Krzysztof Czeczot, zostało uderzone przez inny samochód w miejscowości Niechanowo, w powiecie gnieźnieńskim. Aktor wrócił pamięcią do tej niebezpiecznej sytuacji w rozmowie z Plejadą. Nie ukrywał, że obrażenia, jakich wtedy doznał, nadal dają mu się we znaki. Zdradził także kulisy całego zdarzenia.
Kuba Szmajowski o swoim miesięcznym pobycie w szpitalu i problemach ze zdrowiem psychicznym. Co się stało?
Krzysztof Czeczot o wypadku samochodowym. Do dziś odczuwa jego skutki
W wywiadzie Krzysztof Czeczot nie ukrywał, że cała sytuacja wydawała się bardzo niebezpieczna. - Wracają do mnie bardzo konkretne obrazy: samochód, który w nas wjeżdża, zgniatająca się blacha, wystrzeliwujące poduszki, piasek wpadający do auta. Odruchowo odbiłem samochodem w bok, żeby ochronić Karolę. To wszystko trwało może trzy sekundy, ale miałem wrażenie, że to się nie skończy i że trwa wieczność. Potem zapadła cisza i dotarło do mnie, że wydarzyło się coś poważnego - wspominał.
Na szczęście oboje nie odnieśli poważniejszych obrażeń, choć Czeczot nadal ma problemy z ręką, którą wtedy złamał i regularnie chodzi na rehabilitację. - Minęło siedem miesięcy, a ja wciąż nie mogę złożyć prawej dłoni w pięść — palce nie zginają się w pełnym zakresie, co ogranicza mnie w pracy i życiu codziennym. Przez kilka tygodni nie czułem się komfortowo za kierownicą, ale to już na szczęście przeszłość - zdradził.
Wypadek zmienił podejście Krzysztofa Czeczota
Krzysztof Czeczot przyznał, że wypadek mógł mieć o wiele poważniejsze konsekwencje. - Mam poczucie, że ktoś nad nami czuwał. W tym przypadku widzę także działanie bardzo konkretnych czynników: mojej przytomności za kierownicą i zaawansowanych systemów bezpieczeństwa w samochodzie, które zadziałały tak, jak powinny - ocenił. Przyznał, że pobyt w szpitalu zmienił nieco jego podejście do życia. - Gdy przez osiem dni leżysz w szpitalu, gapisz się w sufit i dziękujesz Bogu, że żyjesz i że nikogo nie zabiłeś na drodze, to siłą rzeczy porządkujesz swoje priorytety. Kiedy po wypadku widzisz swoją córkę, która niesie ci laurkę, a obok widzisz wzruszoną Karolę i jej dzieci — Henia i Marysię, to wiesz, dla kogo żyjesz. Nikomu takiej próby nie życzę, ale dla mnie okazała się ważnym doświadczeniem - podsumował.