We wtorek rozpoczęto zdjęcia do nowego, 11. sezonu "Rancza", który jesienią 2026 r. wróci na ekran po dekadzie przerwy. Wiadomo, że w serialu ponownie pojawią się Magdalena Waligórska-Lisiecka i Arkadiusz Nader, czyli odtwórcy ról Wioletki i Staśka. Nie wiadomo, jak potoczą się losy ich bohaterów, ale faktem jest, że aktorzy przed laty popadli w ostry konflikt, czemu przyglądała się kolorowa prasa.
Magdalena Waligórska-Lisiecka komentuje powrót "Rancza"
Historia konfliktu między Magdaleną Waligórską a Arkadiuszem Naderem
Spór między aktorami zaczął się od niewinnego żartu, który Arkadiusz Nader zrobił Magdalenie Waligórskiej przed premierą spektaklu "Smak mamrotu" z ich udziałem. "Gdy Magda stała na scenie, nasz technik wyświetlił na monitorze fragment filmu po*nograficznego. To trwało kilka sekund. Widownia niczego nie widziała, tylko Magda. Była bardzo poruszona. Po spektaklu zeszła ze sceny, spoliczkowała technika i przyczepiła się do mnie, Arka Nadera i jeszcze jednego kolegi. Później zorganizowała spotkanie ze scenarzystą, reżyserem i producentem »Rancza«, który sprawę wyjaśnił. Ale ona, chociaż ją przeprosiliśmy, jeszcze bardziej się nakręciła i oskarżyła jednego z nas, że ją molestował seksualnie. Sądziłem, że czas zagoił rany, ale, jak widać, nie" – ujawnił jeden z aktorów w rozmowie z redakcją "Twojego Imperium".
ZOBACZ TEŻ: Artur Barciś ujawnił kulisy prac nad reaktywacją "Rancza". "Mamy groźby, że nas będą karać"
Gazety w 2015 r. doniosły o bójce, do której miało dojść między aktorami za kulisami Teatru Nowego w Zabrzu. Arkadiusz Nader poskarżył się mediom, że Magdalena Waligórska go obraziła (miała kazać mu "wypier*alać" i zwyzywać go od "ch*jów"), a jej ówczesny chłopak (teraz mąż) "dokonał napaści z jej współudziałem". Aktor w rozmowie z redakcją "Super Expressu" relacjonował:
On na szczęście trafił mnie tylko raz. Na koniec usłyszałem od niego, że nasze spotkania zawsze będą wyglądać w ten sposób i za każdym razem, jak mnie spotka, to będzie mnie bił.
"Trzy lata temu oskarżyła mnie i moich kolegów (...) o molestowanie seksualne. Nic jej z tego wtedy nie wyszło, więc się mści. Najwidoczniej uznała, że jest dobry moment, żeby kontynuować te napaści" – dodał w wywiadzie dla "Faktu".
Do teatru w Zabrzu miała zostać wezwana policja, a między aktorami miało dojść do porozumienia, ale Arkadiusz Nader mimo to złożył zawiadomienie o napaści na komendzie. "Zakrwawiony trafiłem do szpitala. Jestem ofiarą, nie byłem agresorem! Mam na to świadków, mam wyniki lekarskiej obdukcji" – zapewnił. Swoje stanowisko w sprawie przekazała także Magdalena Waligórska, mówiąc redakcji "Faktu":
Złożyłam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. To są cztery paragrafy. I nie mówię tu o sytuacji w Zabrzu, ale o czterech ostatnich latach. Mnie całkowicie wystarczy współpraca z policją, przedstawienie dowodów w sądzie, a nie walka na słowa w mediach i robienie z tego pośmiewiska na oczach całej Polski. Nie wejdę w słowną szarpaninę.
Prokuratura umorzyła obie wspominane sprawy, choć uznała, że faktycznie doszło do naruszenia nietykalności cielesnej Arkadiusza Nadera.