Maja Sablewska ujawnia kulisy początków kariery Dody. "To była ZAPCHAJDZIURA"
W serialu "DODA" na Amazon prime Maja Sablewska wraca do czasów, gdy nikt nie wierzył w młodziutką Dodę, a jej udział w Sopocie 2005 wrzucono tylko na doczepkę. Dopiero dziś ujawnia, jak wyglądały zakulisowe naciski i jak blisko było do tego, by Bursztynowy Słowik trafił do Mandaryny.
Nowy serial dokumentalny "DODA", który 20 lutego zadebiutował na platformie Amazon Prime Video, odsłania barwną, pełną kontrastów historię kariery Doroty "Dody" Rabczewskiej — jednej z najgłośniejszych postaci polskiej sceny muzycznej ostatnich dwóch dekad. W produkcji wypowiadają się także osoby, które towarzyszyły jej na początku kariery, w tym Maja Sablewska — stylistka i była menedżerka gwiazdy.
Doda nie wierzy, że wyprzeda Narodowy. Na swoje show potrzebuje aż 15 milionów złotych:
Maja Sablewska o kulisach debiutu Dody w Sopocie
Maja Sablewska wspomina, że początki Dody były dalekie od kolorowych historii o "odkryciu talentu". Jej udział w konkursie o Bursztynowego Słowika w Sopocie w 2005 roku nie był traktowany poważnie.
To, że Doda się dostała do Sopotu i walczyła razem z zespołem Virgin o Bursztynowego Słowika… to była taka zapchajdziura na tamten moment. Mogę chyba tak śmiało powiedzieć, że nikt na Dodę wtedy nie stawiał i nikt nawet nie myślał, że ona będzie w pierwszej trójce — słyszymy.
ZOBACZ TAKŻE: Doda o swoich relacjach z mężczyznami. Ależ wyznanie
Maja Sablewska o potencjale Dody
Sablewska przyznaje, że mimo braku wiary ze strony branży, ona sama widziała w Dodzie ogromny potencjał.
Ja miałam małą nadzieję — no bo wiadomo, prowadziłam ten projekt, bardzo mi zależało. A też znałam potencjał Dody, wiedziałam, że to jest wariatka, ale ona ma wielkie serce. Więc wiedziałam, że jak ryknie na tej scenie, no to może pozamiatać. No i pozamiatała.
Maja Sablewska wybrała Dodę zamiast Mandaryny
Najbardziej zaskakujący fragment dotyczy jednak tego, co działo się tuż przed sopockim występem. Sablewska ujawniła, że była pod presją, by… nie wspierać Dody. Wspominała swoje spotkanie z Katarzyną Kanclerz — jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiego rynku muzycznego lat 90. i 2000., która przez lata była związana z największymi wytwórniami fonograficznymi w Polsce.
A ten moment przed był bardzo trudny, bo faktycznie… miałam spotkanie z Katarzyną Kanclerz, która poprosiła, żeby te fankluby, które prowadziłam wtedy, postawiła na baczność i poprosiła, żeby głosowały na Mandarynę. A ja tego nie zrobiłam, tylko poprosiłam, żeby głosowały na Dodę i zespół Virgin.