Decyzja o zaproszeniu Daniela Martyniuka do czwartej odsłony formatu opartego na norweskim "Celebrity Task Force" od razu wzbudziła mieszane uczucia widzów. W reality-show, w którym znane osobistości mierzą się z wycieńczającymi zadaniami pod okiem byłych żołnierzy wojsk specjalnych, pojawili się m.in. Jakub Rzeźniczak, Dominik Abus czy Wojciech Gola. Jednak to właśnie wokół syna Zenona Martyniuka skupiła się największa uwaga mediów – szczególnie gdy w trakcie zdjęć zaczęły pojawiać się informacje o jego absencji.
WIDEOChris Cugowski szczerze o dzieciństwie, szkole z internatem i aferze wokół Budki Suflera. "To są dorosłe chłopaki"
Zamieszanie na planie i doniesienia o żądaniach
Według pojawiających się w sieci doniesień medialnych, Daniel Martyniuk po pierwszych dniach nagrań nie stawił się na kolejną turę zdjęć. Miał mieć wygórowane oczekiwania finansowe oraz zażądać zorganizowania prywatnego transportu lotniczego z Hiszpanii. Ostatecznie celebryta powrócił do realizacji formatu, jednak zamieszanie wokół jego osoby wywołało dyskusję na temat opłacalności angażowania takich postaci do produkcji telewizyjnych.
Szefowa stacji TTV staje w obronie celebryty
O ewentualne wątpliwości dotyczące rekrutacji Martyniuka zapytano dyrektor programową TTV, Joannę Sołdrę. Szefowa stacji podeszła do tematu ze sporym zrozumieniem i dystansem.
– Myślę, że wszyscy, jak zobaczą odcinki, w których Daniel był, będą bardzo zaskoczeni – powiedziała w rozmowie z Wirtualnymi Mediami. – Każdy z nas i z widzów również zmaga się z różnymi problemami w swoim życiu. Nie wszyscy jesteśmy zwarci, gotowi, silni i wysportowani, a każdy musi sobie jakoś w tej sytuacji poradzić. Wojsko jest powszechne, jest dla wszystkich – dodała dla WM.
Seria medialnych incydentów
Dla Daniela Martyniuka udział w "Naszych w mundurach" to kolejny rozdział w długiej historii zawirowań wizerunkowych. Celebryta ma na swoim koncie liczne konflikty z prawem, incydenty w miejscach publicznych oraz głośne spory wywoływane w mediach społecznościowych.