"Taniec z gwiazdami". Każda edycja ma swoją "maskotkę". Czy to na pewno dobrze? [OPINIA]
Piotr Kędzierski nadal nie odpadł z "Tańca z gwiazdami", choć odstaje poziomem od reszty uczestników. Jedni narzekają, że 43-latek przechodzi do kolejnych odcinków kosztem lepiej tańczących zawodników, a drudzy cieszą się, że dziennikarz nadal jest w grze, bo zapewnia im rozrywkę. Kędzierski jeszcze przed swoim pierwszym występem w "TzG" był zapowiadany jako "maskotka" obecnej edycji. Wcześniej podobnie nazywani byli m.in. Tomasz Karolak i... Piotr Gąsowski.
Praktycznie co edycję "Tańca z gwiazdami" widzowie dzielą się na dwa obozy: jedni utrzymują, że "to nie jest konkurs tańca, tylko program rozrywkowy", a drudzy z uporem maniaka przypominają, że program – zgodnie ze swoją nazwą – powinien skupiać się na tańcu i promować najlepiej tańczących uczestników, a nie tych najpopularniejszych. Praktycznie w każdym sezonie "TzG" w stawce pojawia się ktoś, kto nie ma większych umiejętności do tańca, ale nadrabia osobowością i wymyślnymi występami, dzięki czemu zyskuje sympatię (i głosy) telewidzów. Do takich uczestników przylgnęła pieszczotliwa łatka "maskotek" programu.
Wszystkie "maskotki" "Tańca z gwiazdami". Piotr Kędzierski nie jest pierwszy
W obecnie trwającej, 31. edycji "Tańca z gwiazdami" pozostało jeszcze sześć par, w tym Piotr Kędzierski i Magdalena Tarnowska, którzy co odcinek dostają najniższe noty od jurorów. Mimo nieprzychylności sędziów, otrzymują dużo głosów od widzów, dzięki czemu przechodzą do kolejnych odcinków. Dziennikarz na parkiecie często pokazuje swój dystans do siebie, czym zdobywa coraz większą sympatię publiczności.
W poprzedniej edycji "Tańca z gwiazdami" całkiem podobnie wyglądała przygoda Tomasza Karolaka, który nie miał większego drygu do tańca, ale przy wsparciu Izabeli Skierskiej prezentował na parkiecie występy pełne humoru. Aktor odpadł z programu dopiero w półfinale, w którym ostatecznie odrzucili go jurorzy.
Historia "Tańca z gwiazdami" dobrze pamięta inne "maskotki" programu, które nadrabiały niedociągnięcia taneczne zabawnymi występami i dość luźnym podejściem do programu. Już w drugiej edycji "TzG" wystartował Piotr Gąsowski, który nie tańczył najlepiej, ale nadrabiał braki taneczne swoimi aktorskimi etiudami, które prezentował na parkiecie. Aktor w jednym z odcinków udawał wyzwolonego "instruktora samby", a innym razem przebrał się za "Ojca Chrzestnego". I choć nie zdobył Kryształowej Kuli, a od jego udziału w "TzG" minęło już 20 lat, to wielu fanów programu nadal pamięta jego taneczne kreacje na parkiecie u boku Anny Głogowskiej. Sam Gąsowski kilka lat temu, mówiąc o jednym ze swoich występów w "TzG", wspomniał:
Ależ to była jazda! Jaka radość! Jaka zabawa! Jakie nerwy i cudowne emocje! Pamiętam, że długo nie miałem pomysłu, jak przekierować uwagę widzów i sędziów z moich nóg na moją… górę! I jak grać, że tańczę, mimo iż nie tańczę! Ale najbardziej pomogła mi moja "asistentos". To ona zatańczyła tak, że nikt już na mnie nie zwracał uwagi! Genialna, niepowtarzalna, zaje*ista i cudownie wyrazista.
W kolejnych edycjach "Tańca z gwiazdami" pojawiło się jeszcze kilku uczestników, którzy zapisali się w świadomości fanów programu tym, że starali się zapewnić widzom rozrywkę w zamian za to, że nie mogli zapewnić im świetnego tańca. Taką taktykę lata temu obrał np. Rafał Bryndal, który z Magdaleną Soszyńską-Michno dotarł do ćwierćfinału szóstej edycji "TzG" w 2007 roku, choć tańczył zdecydowanie najgorzej od reszty par. Widzowie TVN pokochali dziennikarza za to, że po prostu bawi się tańcem, ale też wdaje się w zabawne dyskusje z jurorami (czasem nawet pisał im wiersze). Bryndal lata później w wywiadzie dla Plejady wspominał start w "TzG" słowami:
Na początku nikt nie dawał mi szans. Wszyscy – łącznie ze mną – zakładali, że odpadnę po dwóch odcinkach. Nie czułem więc żadnej presji, podchodziłem do tego na luzie i może właśnie to docenili widzowie, którzy na mnie głosowali. Ostatecznie odpadłem przed półfinałem.
Jak nie tańcem, to humorem. Wszystkie "maskotki" "Tańca z gwiazdami"
Bycie "maskotką" w "Tańcu z gwiazdami" paradoksalnie nie do końca wyszło dobrze urodzonym showmanom, którzy próbowali zabawiać widzów i jurorów, by odwrócić ich uwagę od słabych umiejętności tanecznych. Zarówno Michał Koterski w 15. edycji, jak i Sławomir Zapała w 19. sezonie oraz Filip Chajzer w 27. odsłonie programu nie utrzymali się długo w programie, mimo że często pajacowali na parkiecie. Sukces osiągnął za to Bilguun Ariunbaatar, który zyskał popularność jako mało rozgarnięty reporter programu "Szymon Majewski Show". Prezenter okazał się zaskakująco dobrym tancerzem i ostatecznie dzięki wsparciu jurorów i widzów dotarł do finału 13. edycji "TzG".
Widzowie "Tańca z gwiazdami" pokochali za to kilkoro nieporadnych uczestników, którzy – jak na "maskotki" programu przystało – przykrywali swoje niedociągnięcia taneczne dużym dystansem do siebie. Artur Barciś popełniał wiele błędów podczas swoich występów w 11. edycji "TzG", ale na tyle skutecznie zabawiał jury, że ci przymykali oko na jego pomyłki i dawali wyższe noty. Aktor miał też duże poparcie widzów, ale przez kontuzję musiał wycofać się z konkursu.
ZOBACZ TEŻ: Obejrzałem pierwszą edycję "Tańca z gwiazdami" 20 lat po premierze. Mam jeden smutny wniosek (OPINIA)
Humorem w tej samej edycji "Tańca z gwiazdami" nadrabiała także Katarzyna Grochola. Pisarka bawiła zarówno swoimi występami na parkiecie, jak i żartowaniem z jurorami, czym skutecznie odwracała ich uwagę od tego, że słabo tańczy. I chyba się udało, bo odpadła z "TzG" dopiero w półfinale.
Wśród nieporadnych "maskotek" "Tańca z gwiazdami" znaleźli się też sportowcy, którzy nie radzili sobie najlepiej na parkiecie, ale skutecznie zauroczyli jurorów i widzów swoją osobowością. Można tu wskazać zarówno windsurfera Steve'a Allena, który nie miał poczucia rytmu, ale mimo to dotarł do ćwierćfinału ósmej edycji "TzG", jak i boksera Andrzeja Gołotę, który w trakcie 12. edycji programu pokazał się publiczności z zupełnie innej, komediowej strony. Obaj nie byli mistrzami parkietu, ale rozczulali wszystkich tym, jak dużą zabawę czerpią z tego, że po prostu mogą tańczyć.
"Maskotkami" w "Tańcu z gwiazdami" często byli też sportowcy, po których raczej nikt się nie spodziewał, że będą dobrze się ruszać na parkiecie. Strongman Mariusz Pudzianowski "kupił" widzów i jurorów do tego stopnia, że otarł się o zwycięstwo w finale siódmej edycji "TzG". Świetnie poradził sobie też zawodnik MMA Popek, który został półfinalistą 21. serii programu. Obaj często zaskakiwali na parkiecie swoją lekkością i dość dobrą techniką tańca, a wszystko okraszali zabawnymi kreacjami.
Mariusz Pudzianowski po sukcesie w "Tańcu z gwiazdami" powtórzył swoją strategię w polsatowskim programie "Tylko nas dwoje". Znów był "maskotką" i choć nie śpiewał najlepiej, to doszedł do finału, bo bawił widzów i chętnie przebierał się na występy.
"Maskotką" 26. edycji "Tańca z gwiazdami" był za to Wiesław Nowobilski z "Naszego nowego domu", który rozczulał widzów i jurorów swoją skromnością i próbami opanowania trudnej sztuki tańca towarzyskiego. I choć 52-latek nie był najlepszy w ocenie sędziów, to dzięki wsparciu publiczności zdołał dotrzeć do półfinału.
Jako wieloletni tancerz tańca towarzyskiego i choreograf, który śledzi "Taniec z gwiazdami" od samego początku, oczywiście życzyłbym sobie, by słabo tańczący uczestnicy szybko odpadali z programu, bo zabierają miejsce tym, którzy radzą sobie lepiej na parkiecie. Ale cieszę się, że niemal każda edycja ma swoją "maskotkę", która pokazuje, że najważniejsze to jest czerpać radość z tańca – niezależnie od tego, czy ktoś stawia krok od palca, czy od pięty. Wyżej wymienieni uczestnicy "TzG" udowodnili to w 100 proc. i dlatego to do ich występów czasami wracam o wiele chętniej niż do perfekcyjnych i dopieszczonych pokazów wielu innych, technicznie lepszych par.