Janusz Rewiński ODMÓWIŁ roli w "Kilerze 3". Cezary Pazura ujawnił treść ich rozmowy
Janusz Rewiński wsławił się rolą Siary w "Kilerze" i "Kiler-ów 2-óch", a z biegiem lat na dobre porzucił aktorstwo. Po latach odmówił powrotu na plan, by nakręcić trzecią część kultowej komedii. Propozycję osobiście złożył mu Cezary Pazura, który w książce biograficznej "Siara. I nic nie jest jasne" (Wyd. Otwarte) wspomniał, co usłyszał od byłego kolegi z planu.
Janusz Rewiński zmarł 1 czerwca 2024 roku, pozostawiając po sobie wiele niezapomnianych kreacji aktorskich. Polacy pokochali go przede wszystkim jako "Siarę" w dwóch filmach z serii "Kiler". Tysiące widzów od lat domaga się nakręcenia trzeciej części kultowej komedii, jednak jak na razie do tego nie doszło. Ponoć były plany, co ujawnił Cezary Pazura w nadchodzącej książce Beaty Biały o życiu Rewińskiego, która ukaże się 28 stycznia 2026 roku. Wówczas jednak usłyszał odmowę.
TYLKO U NAS: Cezary Pazura opowiedział o swojej metamorfozie
Beata Biały: "Siara. I nic nie jest jasne. Biografia Janusza Rewińskiego" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Rozdział 26. "Nie, dziękuję. Nie jestem zainteresowany"
(...)
Ostatnia rola Janusza Rewińskiego to rola, której nie zagrał. A może zagrał ją najlepiej. Bo nie trzeba było słów ani gestów. Wystarczyła decyzja: zejść ze sceny. Ostatnią rolą Rewińskiego był dom. Drzewa. Zwierzęta. Spokój. Twarz żony, cicha obecność synów. I ogród, który nie potrzebuje widowni.
– W jakimś momencie zaczęły do mnie docierać smutne wieści – opowiada Izabella Olejnik [przyjaciółka Rewińskiego – przyp. red.]. – Najpierw od Iwonki, że Janusz choruje. Serce, krążenie, coraz częstsze dolegliwości. Z czasem przeniósł się na wieś, głęboko, z dala od wszystkiego. To było bardzo w jego stylu – kochał samotność.
Ona wiele przeszła. Czasem siedziała sama w domu w Radości, czekając, znosząc jego charakter, jego wybory. To też była jej miłość, ale i ciężar. A on, wiedząc to wszystko, wybierał samotność. Był tak ukształtowany, że musiał żyć po swojemu. A jednak mimo tej potrzeby samotności rodzina była dla niego ważna. Zapewnił im dostatnie życie. Iwonka i synowie mieli się dobrze. W pewnym sensie się o to zatroszczył. Właśnie w ten swój sposób –samotniczy, niezależny, na własnych warunkach. Bo niewątpliwie był człowiekiem samotnym.
Czasem dawał się odnaleźć. Komuś bliskiemu. Dziennikarzowi, który przyjeżdżał i odjeżdżał z pustymi rękami.
Ostatnia rola nie miała pointy. Bo pointa byłaby żartem. A on już nie żartował. Ostatnia rola była trwaniem. Cieniem. Milczeniem, które nie było puste – było gęste jak mleko matki. Jak mgła nad stawem. Jak zapach drewna w starym domu. Gdyby miał ostatnią kwestię, pewnie byłaby przewrotna. Może nawet nie do końca śmieszna. Ale prawdziwa. Może coś w rodzaju: "A teraz państwo się pośmiejcie beze mnie".
Nie wiemy, czy czuł się spełniony. Czy żałował. Czy tęsknił. Ale z milczenia, które zostawił, można wyczytać jedno: nie zawsze trzeba być na scenie, żeby być obecnym. Ostatnia rola to rola, którą gra się samemu. Bez światła. Bez suflera. Z samym sobą. I jeśli uda się ją zagrać uczciwie, zostaje ślad. Nawet jeśli to tylko ślad buta na progu domu. Ślad oddechu w ciszy. Ślad człowieka, który śmiał się po to, byśmy mogli być trochę mniej samotni. I który odszedł tak, jak żył: nie kłaniając się zbyt nisko. Nie żegnając się za długo. Zostawiając ciszę, w której jeszcze długo coś będzie grało.
Syn Janusza Rewińskiego o rezygnacji taty z aktorstwa
– Nie umiem powiedzieć, kiedy ojciec przestał grać. Nie chodzi mi o konkretną datę czy ostatni występ. Chodzi o decyzję, która zapada gdzieś głęboko, nie w terminarzu, ale w sercu – zastanawia się Aleksander Rewiński [syn aktora – przyp. red.]. – Z czasem role stawały się rzadsze. Najpierw mniej filmów, potem mniej telewizji. Wreszcie nic. Cisza. Decyzja, by zejść ze sceny. Choć nikt go nie wygonił. Myślę o nim czasem jako o aktorze, który mógł jeszcze wiele zagrać. Nie w sensie ilościowym. W sensie jakości. Mógł zagrać rolę życia, niekoniecznie komediową. Może starzejącego się ojca, może człowieka po przejściach, może milczącego filozofa. Kogoś, kto nie mówi dużo, ale niesie sobą historię. Bo on tak właśnie działał: niósł opowieść samym byciem. Jego Siara przetrwał próbę czasu. Ludzie cytują go do dziś. Ale mam poczucie, że ta rola, choć genialna, przykryła inne możliwości. Że gdyby się uparł, mógłby jeszcze odkryć zupełnie nową stronę siebie. Ale chyba nie chciał. Albo nie musiał. Albo wiedział, że to, co już dał, wystarczy.
Kiedyś wspominał o "Przedstawieniu Hamleta we wsi Głucha Dolna" – spektaklu, w którym zagrał coś innego, głębszego. I że to była jedna z jego najprawdziwszych ról. Ale mówił o tym tak, jakby opowiadał o czymś, co zdarzyło się komuś innemu. Bez sentymentu. Bez żalu. Jakby wiedział, że każdy aktor gra w życiu kilka ważnych ról i że lepiej wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, niż czekać, aż świat sam wyciągnie cię za kulisy. Może po prostu nie chciał już niczego udawać. Może zestarzał się na własnych warunkach. W gospodarstwie, wśród zwierząt, w ciszy. Może uznał, że prawdziwa rola to ta, w której nikt ci nie podpowiada tekstu. Że najlepszy monolog to milczenie.
Czasem się zastanawiam, czy czegoś nie żałował. Czy nie czuł niedosytu. Czy nie tęsknił za planem, za światłem, za chwilą, gdy kamera rusza, a świat się nagle zatrzymuje. Ale nie pytałem go o to wprost. I on też nigdy sam o tym nie mówił.
Może dlatego ta cisza wokół ostatnich ról jest dla mnie tak ważna. Bo jest w niej wszystko: wybór, godność, melancholia. I ta nieprzegrana gorycz, która mówi: "Mogłem. Ale nie musiałem". Tata zszedł ze sceny bez kurtyny. Bez oklasków. Bez finału. Ale z czymś, czego nie da się kupić: z wewnętrzną zgodą. I może właśnie dlatego jego niedopowiedziane sny są dla mnie ważniejsze niż wszystkie zrealizowane scenariusze. Bo zostawił przestrzeń. Do myślenia. Do tęsknoty. Do wyobraźni. A największe role rozgrywają się przecież właśnie tam.
ZOBACZ TEŻ: Janusz Rewiński zrezygnował z kariery i zamieszkał na wsi. "Nie potrzebuję kontaktu z rodziną"
Janusz Rewiński odrzucił propozycję zagrania w "Kilerze 3"
Cezary Pazura pamięta, że w jakimś momencie zaczęło krążyć pytanie: "A może »Kiler 3«? Może jeszcze raz, jeszcze jedna scena, jeszcze jedna puenta? I wtedy padło:
"Czarek, zadzwoń do Rewińskiego. Zobacz, co powie".
Telefon do Janusza – to się wydaje proste. Numer, słuchawka, rozmowa. A jednak nie. Bo legenda żyła już osobnym życiem. Mówiono, że wyprowadził się na wieś, że zerwał z zawodem, że nie chce nikogo widzieć. Więc gdy Cezary Pazura dostał numer, zadrżała mu ręka.
"To było jak przed rozmową z Gustawem Holoubkiem – mówił. – Tylko raz wcześniej tak się bałem". I wreszcie zadzwonił. "Halo?" – ten głos był nie do pomylenia. Głęboki, aksamitny, z nutą zniecierpliwienia. "Dzień dobry, Cezary Pazura się kłania...". Cisza. A potem kilka zdań – uprzejmość, wahanie, wyjaśnienie. Że może trzeci "Kiler", że jeszcze jedno podejście, że świetna rola, że bez Siary to przecież nie ma sensu.
I wtedy padły słowa. Czyste, spokojne, bez goryczy. "Nie, dziękuję. Nie jestem zainteresowany".
To było wszystko. Jedno zdanie, które było jak zamknięcie drzwi. Ale nie z trzaskiem. Z ciszą. Z wyborem. Z godnością. "To było ostatnie, co od niego usłyszałem – mówił później Pazura poruszony. – To była kwintesencja jego ostatniego etapu życia. Powiedział wszystkim: nie jestem zainteresowany. I znikł".