Jarosław Gugała chciał lata temu POZWAĆ TVP. "Zostałem wciągnięty w całe to zło"
Jarosław Gugała wrócił myślami do reportażu Telewizji Polskiej dotyczącego afery reprywatyzacyjnej w Warszawie. Dziennikarz nie kryje, że materiał naruszył jego dobre imię i zmusił go do konsultacji prawnej w sprawie ewentualnego pozwu przeciw TVP. "Adwokat nie pozostawił mi złudzeń" — wyznał.
Cała sprawa zaczęła się od reportażu wyemitowanego w programie "Alarm!" w 2018 roku na antenie TVP1, który dotyczył afery reprywatyzacyjnej w Warszawie. Pokazano w nim reprywatyzację kilku kamienic w Warszawie, w tym budynek przy ul. Nabielaka 9, gdzie mieszkał dziennikarz.
W materiale nadawca przywołał m.in. historię Jolanty Brzeskiej — działaczki społecznej i mieszkanki tego samego budynku, której zwęglone ciało znaleziono w Lesie Kabackim w marcu 2011 roku, w okolicznościach do dziś budzących wiele kontrowersji. Jak zaznaczył w rozmowie z Plejadą Gugała, Brzeska "prawdopodobnie nie chciała poddać się czyścicielowi kamienic", który "odkupował od ludzi mieszkania za psie pieniądze, by potem je spieniężyć".
ZOBACZ TAKŻE: Karolina Pajączkowska rzuciła pracę. Podała powód
Aleksander Sikora wspomina swoje zwolnienie z TVP
Jarosław Gugała nie wierzył w to, co usłyszał w reportażu TVP
Materiał o śmierci Jolanty Brzeskiej i aferze reprywatyzacyjnej został opatrzony sugestią, że "ciekawym zbiegiem okoliczności" jest fakt, iż związany z Polsatem Jarosław Gugała ma mieszkanie właśnie w tej kamienicy. Następnego dnia jego nazwisko znów pojawiło się w programie publicystycznym — tym razem z insynuacją, że skoro "nie reaguje", to może "ma coś na sumieniu".
Dziennikarz nie kryje, że był w szoku:
Zostałem wciągnięty w całe to zło, o którym była mowa w tym materiale. Dodam, że zło, z którym sam się nie zgadzałem. Proszę mi uwierzyć, że ja naprawdę sporo działałem w tej sprawie. Tylko nie chciałem mówić o tym głośno, bo bałem się o swoje dzieci, które ze mną mieszkały. Przecież ta dzika reprywatyzacja to był jakiś koszmar — opowiadał Jarosław Gugała dla Plejady.
Jarosław Gugała rozważał pozew przeciw TVP
Po emisji Jarosław Gugała poszedł do prawnika. Chciał walczyć o sprostowanie i przeprosiny. Usłyszał jednak diagnozę, która brzmiała jak wyrok:
Sprawa jest tak przesiąknięta polityką, że będzie trwała latami. (…) Może zostać wyznaczony taki sędzia, który sprawi, że przegram w pierwszej instancji. I wtedy cały świat się dowie, że jednak byłem zamieszany w aferę.
To był moment, w którym zrozumiał, że proces może obrócić się przeciwko niemu, że w medialnej machinie fakt przegranej — nawet niesłusznej — stanie się paliwem dla kolejnych insynuacji.
Trudno było mi w to uwierzyć. Uważałem, że skoro ktoś mnie opluł i wciągnął w coś, z czym nie miałem nic wspólnego, powinien za to odpowiedzieć. Liczyłem, że jakaś sprawiedliwość jeszcze istnieje. Adwokat nie pozostawił mi jednak złudzeń — skwitował.
ZOBACZ TAKŻE: Mało brakowało, a zostałby leśnikiem. Jarosław Gugała skończył jako ambasador w dalekim kraju