Maciej Orłoś to bez wątpienia jedna z najbardziej ikonicznych postaci polskiego dziennikarstwa, której kariera w mediach trwa nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. Widzowie przez ćwierć wieku kojarzyli go przede wszystkim z "Teleexpressem", którego był twarzą i symbolem rzetelnego, a zarazem przystępnego przekazywania informacji. Mimo ogromnego sukcesu w tradycyjnych mediach nadszedł jednak moment, w którym jego droga zawodowa musiała obrać zupełnie nowy, pełen wyzwań kierunek. W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl dziennikarz opowiedział o odejściu z TVP za czasów Jacka Kurskiego, ale też o swojej internetowej karierze.
WIDEOPiotr Pręgowski o nieobecności Elżbiety Romanowskiej w kontynuacji "Rancza". "My na to nie mamy wpływu"
Maciej Orłoś zdradza szczegóły odejścia z TVP za czasów Jacka Kurskiego
Zakończenie wieloletniej pracy w TVP było głośnym wydarzeniem, ale sam dziennikarz czuł, że nie ma wyjścia. W najnowszym wywiadzie udzielonym portalowi Wirtualnemedia.pl wyjaśnił, że powodem jego odejścia był stanowczy sprzeciw wobec upolitycznienia stacji – nie chciał swoją twarzą legitymizować ówczesnej propagandy i kierunku, w jakim zmierzała telewizja za czasów Jacka Kurskiego.
Jacek Kurski zadzwonił do mnie tuż przed moim ostatnim wydaniem "Teleexpressu" i próbował mnie przekonać. Ale wiedziałem, że nie odwrotu. (...) Oczywiście była to bardzo, bardzo trudna decyzja i mocno to przeżywałem. Nagle, po 25 latach, po prostu mnie tam nie ma. Omijałem szerokim łukiem ulice w Warszawie, które kojarzyły mi się z telewizją. Przez kolejne lata w ogóle nie włączałem telewizora i nie oglądałem "Teleexpressu" - wyznał Orłoś.
W dalszej części rozmowy dodał:
Nagle znalazłem się poza telewizją: nie tylko poza TVP, ale w ogóle poza telewizją, bo współpraca z Telewizją WP po odejściu z TVP skończyła się wiosną 2018. Z przerażeniem stwierdziłem, że jestem wyautowany - podkreślił Orłoś.
Maciej Orłoś o "chałturach"
Orłoś został również zapytany o "chałturzenie" i chwytanie się wielu najróżniejszych prac w obrębie swoich zainteresowań. W ostatnich latach często bowiem brał udział w najróżniejszych eventach w roli prelegenta, ale też pojawiał się w podcastach, wywiadach i zajmował się konferansjerką. Wytłumaczył we wspomnianej rozmowie, że w każdej z tych ról trzeba być przygotowanym, bo inaczej zaproszenia szybko się skończą.
Nie uważam, żebym wykonywał pracę, którą można by wrzucić do jednego worka z napisem "chałtura". W każdym obszarze, którym się zajmuję – czy to telewizyjnym, podcastowym, szkoleniowym czy eventowym – żeby zrobić coś dobrze, trzeba po prostu przyłożyć się do pracy. Bo jeśli się tego nie zrobi, (...) po prostu przestaną mnie zapraszać - powiedział redakcji Wirtualnemedia.pl Orłoś.