Małgorzata Maier dotarła do finału "Big Brothera". Dziś telewizja jej nie interesuje. Czym się zajmuje?
Małgorzata Maier była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy pierwszego "Big Brothera". Po udziale w programie przez chwilę brylowała w telewizji, ale ostatecznie wybrała życie z dala od kamer i medialnego zgiełku. Jak dziś wygląda i czym się zajmuje?
Małgorzata Maier dotarła do finału pierwszej edycji "Big Brothera" w 2001 roku, zajmując trzecie miejsce. Miała wtedy 34 lata i szybko zdobyła sympatię widzów — cenili ją za naturalność, spokój i autentyczność, a jej popularność po programie była ogromna. TVN powierzył jej prowadzenie dwóch formatów wnętrzarskich: "Dom pełen pomysłów" i "Kto Was tak urządził?". Gdy programy się zakończyły, zaproponowano jej pracę pogodynki, jednak nie było to jej wymarzone zajęcie. Wtedy zdecydowała się odejść z telewizji.
Martyna Wojciechowska wspomina czasy Big Brothera
Małgorzata Maier rozwija pasję plastyczną po programie "Big Brother"
Po odejściu z mediów Maier zajęła się projektowaniem wnętrz. Prowadziła własną firmę, stylizowała mieszkania i współpracowała z warszawskimi centrami handlowymi jako menedżerka PR. Wcześniej prowadziła Szkołę Wdzięku i Elegancji, agencję modelek, szwalnię i butik.
Z czasem uczestniczka show wróciła do swojej największej pasji — sztuki użytkowej. Dziś tworzy ceramikę: ręcznie formowane misy, wazony i zastawy, często w niecodziennych kształtach, które sprzedaje w swoim sklepie i pokazuje na Instagramie. Jej prace w sieci obserwuje ponad 12 tysięcy osób. Sama Maier podkreślała w rozmowie z WP, że "z wykształcenia jest plastykiem i bardzo lubi to robić".
Małgorzata Maier żałuje udziału w "Big Brotherze"
Co ciekawe, Małgorzata Maier bardzo źle wspomina swój udział w programie i mówi o tym otwarcie od lat.
Żałuję, że poszłam do Big Brothera, bo wiodłam naprawdę super życie, a po programie odwróciło się do góry nogami i stanęło na głowie. Nie mogliśmy wrócić do dotychczasowej pracy. (…) Gdziekolwiek się nie pokazaliśmy, zbierało się zbiegowisko i nie dało się normalnie pracować — opowiadała w 2014 roku Onetowi.
Najtrudniejsze były pierwsze tygodnie po emisji. Pod jej dom na Śląsku przyjeżdżały tłumy ludzi, którzy godzinami czekali na autograf.
Udawałam, że mnie nie ma w domu. Gdy włączyłam telewizor, krzyczeli: "Wiemy, że tam jesteś". Kopali w drzwi, bo chcieli, żebym wyszła do nich. (…) Byli źli, że czekają dwunastą godzinę na autograf.