Trudno wyobrazić sobie współczesną komedię bez Mela Brooksa. Ten reżyser, aktor, scenarzysta i producent to prawdziwy tytan rozrywki i jeden z nielicznych artystów, którym udało się zdobyć tak zwany EGOT, czyli poczwórną koronę amerykańskiego show-biznesu (nagrody Emmy, Grammy, Oscar i Tony). Jego kariera to fascynująca podróż przez historię telewizji i kina, w której nie brakuje polskich wątków. W niedzielę, 28 czerwca artysta skończył okrągłe 100 lat!
Krzysztof Ibisz szczerze o rodzinie i pracy. Jak godzi aktywność zawodową z życiem rodzinnym? "Zawsze proszę o...."
Polskie korzenie Mela Brooksa
Przy okazji tego wspaniałego jubileuszu warto przypomnieć o pochodzeniu jubilata. Mel Brooks przyszedł na świat w nowojorskim Brooklynie jako Melvin Richard Kaminsky. Jego ojciec, Max Kaminsky, pochodził z rodziny polskich Żydów, która wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych za chlebem i lepszym życiem. Co niezwykle istotne, Brooks nigdy nie wyparł się swojego pochodzenia ani rodowego nazwiska (pseudonim "Brooks" przyjął od panieńskiego nazwiska matki, Brookman).
Polsko-żydowskie korzenie, kultura sztetli, język jidysz i wschodnioeuropejska wrażliwość silnie ukształtowały jego poczucie humoru. Wychowanie w domu, gdzie echa dawnej Polski i Europy Środkowo-Wschodniej mieszały się z amerykańskim snem, dało mu unikalną perspektywę bacznego obserwatora. Brooks wielokrotnie z dumą odwoływał się do imigracyjnej historii swojej rodziny. To właśnie z tego tygla kulturowego czerpał inspiracje do tworzenia postaci przerysowanych, pełnych absurdalnych przywar, ale zawsze ludzkich i budzących sympatię.
Mel Brooks i jego polskie korzenie w twórczości
Wątek polski nie kończy się u niego na rodzinnych wspomnieniach. Polskie elementy pojawiają się u Brooksa również w świecie artystycznym. Artysta w filmie "Być albo nie być" z 1983 r., w którym wcielił się w rolę aktora teatru w okupowanej Warszawie... zaśpiewał po polsku. Wcześniej, w filmie "Producenci" z 1967 r., za który otrzymał Oscara za scenariusz, jedną z postaci jest Max Bialystock. To oczywiste nawiązanie do stolicy Podlasia.