Kinga Rusin od lat zwiedza różne zakątki świata, a po rozstaniu z "Dzień Dobry TVN" jej życie kręci się głównie wokół podróży. Obecnie dziennikarka znajduje się w Kirgistanie, gdzie cudem uniknęła tragedii. Po tej sytuacji postanowiła osłodzić sobie wyjazd i zobaczyć, jak żyją miejscowi pasterze.
WIDEOKinga Rusin o drodze zawodowej swojej córki.
Kinga Rusin w Kirgistanie. "Nie dałabym po prostu rady"
Dziennikarka przebywa w okolicach pasma górskiego Kakshaal Too na południowym wschodzie Kirgistanu, gdzie chciała wypożyczyć konie od lokalnego pasterza. Szybko odnalazła z nim wspólny język, dzięki czemu mężczyzna zaproponował jej wspólne zaganianie stada jaków.
Zostaliśmy (na chwilę) pasterzami jaków w Kirgistanie! Zaganialiśmy konno, razem z kirgiskimi pasterzami, futrzaste jaki na wysokości 3400m n.p.m.! W ramach przygotowań do Nomad Games (Olimpiady Nomadów), na którą za chwilę jedziemy - napisała Rusin.
Mimo szczerych chęci, dziennikarka zaznaczyła, że efekty jej pracy pozostawiły wiele do życzenia. Lokalni pasterze przyjęli to jednak z uśmiechem i zaproponowali Rusin "oficjalne" stanowisko. Zgodnie z tradycją, zwieńczeniem umowy miało być wspólne wypicie kumysu, czyli procentowego napoju mlecznego z fermentowanego mleka. Z tym dziennikarka sobie nie poradziła.
Do tego, żebyśmy oficjalnie zostali pasterzami jaków w Kirgistanie zabrakło nam (poza umiejętnościami) tylko jednej, jedynej rzeczy…. wspólnego napicia się z nimi tradycyjnego kumysu (sfermentowane kobyle mleko). Tu zdecydowanie odmówiłam! Na samą myśl miałam odruch wymiotny i mimo najszczerszych chęci i szacunku dla lokalnych tradycji nie dałabym po prostu rady… - zaznaczyła.
Podróż Kingi Rusin do Azji. Dziennikarka miała wiele obaw
Podróż Kingi Rusin do Kirgistanu była niespodzianką od jej partnera Marka Kujawy. Para zwiedziła wcześniej Malezję, Singapur i Brunei. O kolejnym kierunku dowiedziała się dopiero na lotnisku w Pekinie. W mediach społecznościowych podzieliła się wówczas emocjonalnym wpisem, w którym zaznaczyła, że ma kilka obaw.
Mega się cieszę! Ale jednocześnie mam obawy. Podobno nie ma w Kirgistanie przyzwoitych hoteli i je się tu głównie mięso! Nie wiem, czy dam radę dwa tygodnie pociągnąć na chlebie i puszkach rybnych... Dodatkowo za nami już ponad 1,5 miesiąca w nieustannej podróży (...) jestem już "trochę" zmęczona, a tu przede mną same wyzwania! – wyznała ze szczerością Kinga Rusin