Fani kultowych Wilkowyj mają powody do ogromnej radości, ponieważ po dziesięciu latach przerwy ekipa uwielbianego serialu "Ranczo" powróciła na plan zdjęciowy. Właśnie trwają intensywne prace nad długo wyczekiwanym 11. sezonem. Widzowie z niecierpliwością wyczekują domknięcia losów swoich ulubionych bohaterów. Jednym z współtwórców serialu jest Jerzy Niemczuk. Prozaik poinformował swoich fanów na Facebooku, że miał wypadek samochodowy.
WIDEOArtur Barciś o powrocie "Rancza". Co i kogo zobaczymy w kontynuacji?
Jerzy Niemczuk miał wypadek samochodowy
Choć nadchodząca odsłona budzi wielkie emocje, miłośnicy produkcji doskonale pamiętają o fundamentach, na których wyrósł jej gigantyczny sukces. Jednym z kluczowych twórców tego uniwersum jest Jerzy Niemczuk – wybitny scenarzysta i pisarz, który w znaczącym stopniu ukształtował początkowe sezony opowieści. Mimo że rozstał się z realizacją serialu po piątej serii, na zawsze zapisał się w pamięci odbiorców jako pomysłodawca jednego z najbardziej kultowych elementów polskiej popkultury – słynnej wilkowyjskiej ławeczki pod lokalnym sklepem.
Ostatnio, z racji ponownego zainteresowania "Ranczem" ekipa TVP wybrała się z nim w podróż do ławeczki, która stała się inspiracją dla twórcy. To właśnie podczas tej podróży doszło do wypadku samochodowego. Niemczuk opublikował na swoim profilu na Facebooku niepokojący wpis. Do postu dołączono zdjęcie żółtego samochodu z mocno wgniecionymi drzwiami i zniszczonym nadkolem od strony kierowcy, co obrazuje skalę zniszczeń pojazdu.
Przytomności wprawdzie nikt stracił, ale film nam się urwał. Wiozłem ekipę TVP, żeby pokazać ławeczkę w Płozach, która mnie zainspirowała, żeby ją wstawić do serialu. Zdążyłem parę słów powiedzieć do kamery w drodze do Szczytna, bo samym Szczytnie na równorzędnym skrzyżowaniu dostałem w lewy bok od jeepa z Warszawy. Tylko te parę słów po drodze się nagrało, później już tylko katastrofa - napisał
Niesamowity pech Jerzego Niemczuka
W dalszej części wpisu Niemczuk zdradził, że to nie koniec jego niefortunnych przygód. Kolejnego dnia czekała go kolejna przykra informacja, bowiem jego samochód znów stał się bohaterem kolizji. Tym razem został uderzony w drugi bok na parkingu.
Kiedy kolejnego dnia wypełniałem kwity po szkodzie, mój poturbowany "suwaczek", stojący spokojnie na parkingu dostał w drugi bok od klienta. Nawet głowy nie podniosłem znad biurka, tylko się zabrałem za kolejne formularze - dodał we wpisie Niemczuk.