Awantura w "Must Be the Music". Dawid Kwiatkowski chciał WYRZUCIĆ widza. "Mamy to w d**e!"
Wszystko wskazuje na to, że o najbliższym odcinku "Must Be the Music", który zostanie wyemitowany 17 kwietnia, widzowie będą mówić jeszcze długo. Występ jednego z zespołów doprowadził do otwartego buntu publiczności, która nie mogła pogodzić się z decyzją jurorów. A gdy emocje w studiu zaczęły kipieć, Dawid Kwiatkowski nie wytrzymał i... kazał opuścić salę mężczyźnie z widowni.
Wszystko zaczęło się od występu formacji, która zdobyła serca publiczności, ale kompletnie nie przekonała jurorów. Trzy głosy na "nie", jeden na "tak" — i natychmiastowa eksplozja niezadowolenia na widowni. Publiczność zaczęła skandować "Dajcie szansę!", domagając się zmiany werdyktu.
ZOBACZ TAKŻE: Uczestnik "Must Be The Music" spiął się z jurorami
Dawid Kwiatkowski reaguje na emocje publiczności w "Must Be the Music"
To właśnie wtedy jako pierwszy zareagował Miuosh, który nie zamierzał przeciągać dyskusji ani ulegać presji tłumu.
Nie damy szansy — rzuci stanowczo, czym tylko podkręci buczenie i okrzyki z sali.
Gdy Miuosh zamknął temat, do mikrofonu podszedł Dawid Kwiatkowski, próbując uspokoić sytuację i jednocześnie docenić wsparcie, jakie zespół otrzymał od kibicującej publiki.
Słuchajcie, no ale macie najważniejsze, macie za sobą publikę, to na pewno. Ja bym chciał wam powiedzieć… — zaczął, lecz natychmiast został zagłuszony kolejną falą okrzyków.
Dawid Kwiatkowski traci cierpliwość w "Must Be the Music"
Kwiatkowski nie poddawał się i ponownie próbował dojść do głosu. Zapytał:
Chcecie usłyszeć, dlaczego ja jestem na nie?
Jeden z mężczyzn na widowni zareagował w sposób lekceważący, przerywając mu po raz kolejny.
Mamy to w d**e! — krzyknął.
Wtedy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Kwiatkowski, znany z łagodnego tonu i cierpliwości, stracił swój wewnętrzny spokój.
To możesz stąd wyjść. Proszę, pan w ostatnim rzędzie. Skoro masz to w d***e, to wyjdź stąd. Jesteśmy tu dla ludzi i chcę im powiedzieć, dlaczego wybrzmiało moje "nie", ale nie dajesz mi dojść do słowa. Usiądź i siedź cicho! — zakończył ostro.
Widzowie zamarli, a w studiu zapadła cisza, jakiej w tym programie dawno nie było. Awanturnik próbował jeszcze dyskutować, a nawet żartować, twierdząc, że nie słyszał, bo "jest przygłuchy".
To dobry program wybrałeś — drwił Miuosh.
Do akcji wkroczyła Szroeder:
Ale słuchajcie, musicie uszanować to, że my tutaj jesteśmy w konkretnej roli, dobra?
Sytuacja zabrnęła dalej i prawie doszło do jeszcze jednej kłótni. Miuosh próbował uspokoić Szroeder, co mocno jej się nie spodobało. Jak to się skończy? Tego dowiemy się zapewne w najbliższym odcinku programu.