Irena Santor w poniedziałek pojawiła się w "Dzień dobry TVN", by opowiedzieć o swojej nowej piosence. W studiu rozmawiali z nią Krzysztof Skórzyński i Ewa Drzyzga, i to właśnie prezenterka zaczęła spotkanie z artystką od wychwalenia jej, co 91-latce niekoniecznie się spodobało.
Dziwna reakcja Anny Markowskiej na pytanie o ślub Kuby Wojewódzkiego
Irena Santor nie chce być nazywana ikoną. "To nic nie znaczy"
Irena Santor usłyszała, że jest "gwiazdą, ikoną, muzą wielu". Nie kryła rozbawienia, słuchając słów Ewy Drzyzgi, po czym stwierdziła z wyczuwalną ironią w głosie:
"Ikona", no błagam...
Krzysztof Skórzyński był zdziwiony reakcją Ireny Santor na komplementy, którymi obsypała ją Ewa Drzyzga. "Nie lubi pani takich dużych słów? Przecież musi się pani z nimi spotykać od zawsze" – zapytał. Santor odparła:
Ale to nic nie znaczy!
Ewa Drzyzga, wyraźnie zbita z tropu, starała się wyjaśnić, że "ikona" jest dla niej wzorem do naśladowania. Irena Santor wówczas stwierdziła, że nie chce być dla nikogo autorytetem. "Nie jestem do naśladowania, broń Boże! Mam swoje przywary i ułomności. Każdy powinien mieć swoje własne ułomności, przywary i zalety, ale na nikogo się nie powoływać" – wyjaśniła.
ZOBACZ TEŻ: Niezręczna wpadka w "Dzień dobry TVN". Paulina Krupińska strofowała Damiana Michałowskiego
Irena Santor na koniec przyznała rację prowadzącym "Dzień dobry TVN", że faktycznie istnieją ikony w świecie artystycznym, żeby "chcieć być w takiej kondycji i formie" oraz "mieć tyle do powiedzenia w swoim zawodzie". Nie wskazała jednak nikogo, kto dla niej jest ikoną, bo nie chciała kogoś pominąć i wyjść na niegrzeczną. Dodała, że na początku własnej drogi artystycznej liczyła się ze zdaniem "wszystkich tych, którzy wiedzieli więcej od niej", mieli już status zawodowca i "dopracowali się w swoim zawodzie do perfekcji".