Anna Maria Wesołowska wspomina tragiczną sprawę w "DDTVN". "Nie umiem powstrzymać łez"
Anna Maria Wesołowska wróciła w "Dzień dobry TVN" do spraw, które nawet po latach mrożą krew w żyłach i wciąż wywołują w niej emocje. Sędzia sięgnęła też pamięcią do początków swojej telewizyjnej kariery, kiedy nie wszyscy cieszyli się z jej obecności na ekranie. — To były trudne czasy — przyznała.
Program "Sędzia Anna Maria Wesołowska" zadebiutował w 2006 roku i szybko stał się hitem, łącząc edukację prawną z formą sądowego widowiska. Choć od zakończenia produkcji minęło już wiele lat, format wciąż żyje w powtórkach, a kolejne pokolenia widzów odkrywają go na nowo. W trakcie rozmowy w "DDTVN" sędzia wróciła jednak nie tylko do telewizji — ale też do najtrudniejszych momentów swojej kariery.
ZOBACZ TAKŻE: Robert Stockinger uszczypliwie o zmianach w "DDTVN"
Anna Maria Wesołowska wspomina wstrząsające doświadczenia
Podczas rozmowy z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem pojawił się temat spraw, które najbardziej poruszyły Annę Marię Wesołowską. Prawniczka nie ukrywała, że mimo wieloletniego doświadczenia wciąż zdarzają się historie, które łamią jej głos.
Nadal te okrutne rzeczy słyszę, bo wczoraj była wielka konferencja poświęcona Maksymilianowi, który został zakatowany — powiedziała, nawiązując do głośnej sprawy śmierci sześcioletniego chłopca, który zmarł w wyniku brutalnego pobicia.
W tym momencie w jej oczach pojawiły się łzy, a emocje były wyraźnie widoczne.
Ja nie umiem powstrzymać łez, nawet teraz mogę się popłakać, bo to jest straszne — przyznała łamiącym się głosem.
Wesołowska wspomniała też, że kiedyś starano się od niej oczekiwać chłodnego dystansu, a nawet braku emocji.
Kiedyś miałam taką ksywkę sfinksa, bo gdy pani minister Piwnik powiedziała, że sędzia, który zapłacze nad losem stron, może powinien zastanowić się nad zmianą zawodu, to bardzo starałam się szeroko otwierać oczy i zachować powagę. Później pomyślałam, że jeżeli przestanę płakać nad losem stron, to zrezygnuję z tego swojego zawodu — dodała.
Anna Maria Wesołowska wspomina początki w telewizji
W drugiej części rozmowy sędzia wróciła do początków swojej telewizyjnej drogi. Przyznała, że środowisko prawnicze nie przyjęło jej decyzji o udziale w programie z entuzjazmem. Wręcz przeciwnie — musiała mierzyć się z niechęcią i komentarzami, które dziś wspomina z dystansem.
Słyszałam: "Parcie ma na szkło". Wchodziłam do sądu tylnymi drzwiami, żeby się nie spotkać z tym wzrokiem: "Co ona znowu wymyśliła?!". To były trudne czasy, ale dzisiaj wiem, że było warto — powiedziała.
Wesołowska podkreśliła, że choć nowe odcinki nie powstają, program wciąż żyje — i to dosłownie. Powtórki oglądają kolejne pokolenia, a wpływ formatu widać na uczelniach.
Przedwczoraj byłam u studentów w Warszawie, pełna sala, kilkaset osób i mówią, że połowa z nich jest na prawie właśnie dlatego, że oglądali ten program, wychowali się na nim. Dzisiaj oglądają to maluchy — dodała.
ZOBACZ TAKŻE: Wpadka w "Dzień dobry TVN". Tomasz Adamek nie odbierał