Oliwia Ciesiółka i Łukasz Kuchta należeli do najbardziej rozpoznawalnych par programu "Ślub od pierwszego wejrzenia". Ich relacja zmieniała się od zauroczenia do napięć i konfliktów, a później para doczekała się syna Franka. Jak wynika z jej wypowiedzi, dopiero codzienność po zakończeniu nagrań miała przynieść kluczową weryfikację.
ZOBACZ TEŻ: "Ślub od pierwszego wejrzenia". Poznaliśmy wyniki oglądalności. Wiemy, czy SKANDALE się opłaciły
Doda ostro o Skolimie. Czy wystąpiłaby z nim na jednej scenie?
"Ślub od pierwszego wejrzenia". Oliwia o prawdziwych realiach programu
Oliwia przekonuje, że w czasie castingu wierzyła w rolę rozmów, testów i pracy ekspertów, dlatego zgodziła się na ślub z nieznajomym. Jak tłumaczy, dopiero z dystansu zobaczyła, jak mocno jej oczekiwania rozminęły się z tym, co przyniosła rzeczywistość.
Nie chcę robić sensacji ani nikogo oskarżać. Mogę mówić tylko o sobie i o tym, jak udział w "Ślubie od pierwszego wejrzenia" wpłynął na moje życie. Weszłam w to z nadzieją na miłość, a wyszłam z dużą lekcją o sobie, relacjach i granicach - podkreśliła.
Uczestniczka czwartej edycji podkreśla, że nie zamierza sprowadzać wszystkiego do kwestii montażu czy działań produkcji. W jej ocenie najdotkliwsza była świadomość, jak mało uczestnicy wiedzą o tym, co taki udział może z nimi zrobić.
Przez pierwszy rok po programie, gdyby ktoś dał mi taki guzik, wcisnęłabym go bez wahania i wymazała ten dzień z pamięci. Dzisiaj patrzę na to inaczej. W książce podsumowałam to tak: dziś potrafię się zdystansować i widzę sytuację wyraźniej. Nie jesteśmy ofiarami programu telewizyjnego. Zwalenie wszystkiego na producentów i montaż jest zbyt proste. Prawda jest znacznie bardziej bolesna: sami się tam zgłosiliśmy. Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi. Byliśmy dwojgiem dzieciaków poturbowanych dzieciństwem, którym wydawało się, że telewizyjny eksperyment uleczy ich braki - przekazała.
"Ślub od pierwszego wejrzenia". Oliwia: "Musiałam zapłacić potworny rachunek"
Zaznacza jednocześnie, że rozpoznawalność była realnym efektem programu, ale jej zdaniem miała wysoką cenę:
Telewizja dała mi rozpoznawalność i nie zamierzam udawać, że jest inaczej, ale brutalnie szczerze podsumowuję potworny rachunek, jaki musiałam za to zapłacić. To twarda prawda o tym, że można odnieść wizerunkowy sukces, a za zamkniętymi drzwiami zapłacić najwyższą cenę.
W jej ocenie udział w tego typu formacie może być silnie obciążający psychicznie, a uczestnicy powinni mieć zapewnione solidne wsparcie na różnych etapach.
Mogę powiedzieć tylko tyle, że udział w takim programie jest bardzo obciążający emocjonalnie i moim zdaniem każdy uczestnik powinien mieć zapewnione bardzo solidne wsparcie przed, w trakcie i po emisji. Z mojej perspektywy wejście w ten format wymagało zasobów emocjonalnych, których jako młoda osoba z własnym bagażem doświadczeń wtedy po prostu nie miałam - podsumowała.
ZOBACZ TEŻ: Ekspertka ODCHODZI ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia". Przedstawia całą listę zarzutów wobec hitu TVN-u