Bohaterem czwartkowego odcinka "Kuchennych rewolucji" był 21-letni Nicolas Harazim, właściciel bistro "Frelka i Hanys" w Chorzowie, który poinformował, że ma 315 tys. zł długów. W prowadzeniu restauracji pomaga mu matka, dość temperamentna Danuta, o czym szybko przekonali się widzowie TVN. W trakcie odcinka nie obyło się bez kryzysów, a jeden z nich skończył się płaczem.
WIDEOMagda Gessler nie kryła emocji! Książulo wzbudził emocje
Nerwy w "Kuchennych rewolucjach". "Zapomnij o sobie!"
Magda Gessler zorganizowała spotkanie matki i syna z dawnymi uczestnikami "Kuchennych rewolucji", którzy zaoferowali rodzinie pomoc prawną i finansową. Prowadząca po krótkiej pogawędce stwierdziła, że jest głodna, więc zagoniła wszystkich do gotowania. O ile Nicolas był entuzjastycznie nastawiony do pracy, o tyle Danuta szybko zaczęła stroić fochy. Po wejściu do kuchni zauważyła, że pracownicy nie mają sprzętu do gniecenia ziemniaków, mówiąc:
Wyście chyba są chorzy? A gdzie jest jakiś robot do tych kartofli?
Gospodarz lokalu po chwili zlecił Danucie, by zaniosła napój (kawę? herbatę?) jednemu z gości restauracji. To się seniorce nie spodobało, co wyraziła przed kamerami:
Kelnerki nie kończyłam. Okej, ale jestem tu gościem i nie pozwolę sobie, żeby mnie ktoś po kątach ustawiał. Pardon, ja wychodzę!
Magda Gessler poprosiła Danutę na rozmowę, która także nie skończyła się najlepiej. "Za chwilę wyjdę stąd w ogóle i koniec!" – obwieściła 60-latka w nerwach. Gessler zaczęła strofować matkę Nicolasa, mówiąc:
Danka, ku*wa, nie pier*dol życia swojemu młodemu. Już o sobie zapomnij!
"Mogę o sobie zapomnieć, ale całe życie mną pomiatano i ustawiano mnie po kątach, inie pozwolę sobie, żeby mnie ktokolwiek więcej ustawiał mnie po kątach. Nie pozwolę!" – powiedziała wściekła Danka, po czym wzięła kurtkę i wyszła z lokalu.
Kamery TVN poszły za 60-latką, która ze łzami w oczach wyjaśniła, że w młodości była pomiatana przez matkę. Powiedziała:
Demony przeszłości po prostu wracają, jak mnie tak traktują. Nie mogę nad tym zapanować i to jest u mnie najgorsze, jak mi ktoś rozkazuje. Całe życie mnie właśnie tak traktowano i teraz to wszystko do mnie wraca z podwójną mocą.
ZOBACZ TEŻ: Sylwia Peretti wspomina występ w "Kuchennych rewolucjach". Ma PRETENSJE do Magdy Gessler
Bohaterka "Kuchennych rewolucji" wściekła się na nową nazwę
Danuta w końcu się uspokoiła i wróciła do pracy w kuchni. Następnego dnia znowu kręciła nosem, tym razem z powodu proponowanej nowej nazwy lokalu – od tej pory to bar "Frelka i Harys", a na szyldzie pojawia się zdjęcie 60-latki. Oznajmiła:
Was porąbało... A czemu to jest bar, a nie bistro? Nie, nie zgadzam się z tym barem, na pewno nie! To jest bistro, a nie bar! (...) To nie jest bar mleczny! Niech napiszą "bar mleczny", do ch*ja! (...) Co z tego, że jest "Frelka i Hanys", jak jest bar, a nie bistro?
"Kuchenna rewolucja" w Chorzowie, mimo wielu nerwów, zakończyła się sukcesem.