Mariola Bojarska-Ferenc ma konflikt z TVP. Padły mocne zarzuty. "Nie pozwolę, żeby ktoś tak traktował kobiety"
Mariola Bojarska‑Ferenc od lat 90. jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji — prowadziła programy o zdrowiu, ruchu i stylu życia. Teraz pojawiła się na gali Woman Power, na której w rozmowie z Kozaczkiem wyznała, że Tomasz Sygut, Dyrektor Generalny TVP, miał zabronić jej występów w barwach stacji. "Jak widać, w naszej branży jest tak, że wystarczy, że się komuś nie podobasz i wtedy tego muru nie przebijesz" — mówiła.
Bojarska‑Ferenc podkreśla, że ma dużo do przekazania widzom i chciałaby, aby traktowano ją poważnie. "No, ja też telewizji TVP mam bana od pana Syguta i nie rozumiem dlaczego, do dzisiaj, nie doszło do żadnego spotkania, o które prosiłam chyba z 12 razy. Oczywiście ja jestem zapraszana dzięki fantastycznym dziewczynom do "Pytania na Śniadanie". (…) Ja nie żyję z przychodzenia jako gość, tylko z robienia swoich programów i nie chcę przychodzić do telewizji w sprawie, prawda, krosty, ładnej pogody czy ładnej sukienki, tylko mam tak dużą wiedzę, którą chciałabym przekazywać, a jest to telewizja, która trafia do dojrzalszego społeczeństwa" — wyjawia portalowi Kozaczek.
Agnieszka Woźniak-Starak o powrocie do TVP. Jak ją przyjęto?
Mariola Bojarska‑Ferenc krytykuje zachowanie władz TVP
Mariola Bojarska‑Ferenc przyznała, że ma już dość milczenia i ignorowania jej próśb. Jej zdaniem to, co spotkało ją w TVP, jest przejawem elementarnego szacunku:
Jak widać, w naszej branży jest tak, że wystarczy, że się komuś nie podobasz i wtedy tego muru nie przebijesz. (…) Ja nawet ostatnio napisałam: przepraszam, że jestem tak dobra, przepraszam, że jestem tak dobrze wykształcona, przepraszam, że aż na 40 kongresach byłam. Ja bardzo przepraszam, że aż 10 książek napisałam, kilkaset artykułów i kilka tysięcy programów zrobiłam. Chyba jestem za dobra do tej stacji.
Dalej mówi jeszcze ostrzej:
Bo ja w historii swojej pracy naprawdę przeżyłam różnych prezesów z różnych opcji. Ja z taką indolencją, z takim brakiem grzeczności, kultury się nie spotkałam. Bardzo długo o tym nie mówiłam, a od pół roku jakoś z tym żyłam wewnątrz i doszłam do wniosku, że dla spokoju własnego, ja już nic nie muszę, ale nie pozwolę sobie, żeby ktoś tak traktował kobiety. To kobiety dojrzałe, które aż tyle zrobiły. Ja nie przychodzę jako jakaś kaleka błagająca o życie. No ale wtedy też by mnie nie przyjął, bo bym była kaleką. Może jestem za stara, może jestem za brzydka.
Mariola Bojarska‑Ferenc mówi o upadku "Pytania na Śniadanie"
W rozmowie padły również mocne słowa pod adresem Kingi Dobrzyńskiej, która — zdaniem Bojarskiej‑Ferenc — miała "zniszczyć" program "Pytanie na Śniadanie". Dziennikarka twierdzi, że to właśnie jej krytyka wobec Dobrzyńskiej sprawiła, że została odsunięta:
No ja się dowiedziałam pośrednio, że mnie nie lubi. Po prostu się ze mną nie spotka, bo napisałam wprost o pani Dobrzyńskiej w mediach, że obraziła wszystkich i była to główna afera. Ale pani Dobrzyńska dobrze się ma, pracuje, zniszczyła "Pytanie na Śniadanie" i właśnie tacy ludzie, którzy nic nie zrobili, a wręcz zniszczyli, mają robotę, mają pieniądze, a tacy ludzie jak ja nie są w stanie być dopuszczani do tak zwanego żłoba i nawet żeby się umówić na spotkanie.
Bojarska‑Ferenc nie ukrywa też żalu do premiera Donalda Tuska, który — jej zdaniem — pozwala na takie praktyki w publicznej telewizji.
Jeśli ja piszę 12 maili (…) gdzie prezes dostaje pieniądze z naszych pieniędzy za to, żeby odpisywać, jak nie ma czasu na odpowiadanie na maile i tak dalej. Ma przecież od tego podobno doradców, asystentów i tak dalej. No ale on widocznie czuje się bezkarny. I tu mam żal do pana Tuska, że pozwala na takie traktowanie, że ktoś taki zawiaduje tak ważną stacją, też dla niego, bo ja się odsuwam, bo nie to nam obiecywano. Osiem lat czekałam bez roboty, bo nie chciałam pracować dla telewizji PiS. (…) Czy już jestem tak brzydka, że się nie nadaję? O co chodzi? Na pewno nie za stara, bo zatrudnił starsze — wyznaje.